Miasteczko Salem

15 lat. Tyle mniej więcej czasu upłynęło, od kiedy przeczytałem ostatni książkowy horror. Była to któraś z powieści Grahama Mastertona. To, że nawet posiłkując się Wikipedią nie pamiętam tytułu, najlepiej obrazuje moje wrażenia z tamtej lektury.

15 lat to szmat czasu. Zmieniamy się, a z nami nasze gusta. Stąd pomysł by sprawdzić, czy obecnie polubię czytanie literatury grozy.

Początki Stephena Kinga

Od razu postanowiłem, że wybiorę książkę Stephena Kinga, która budowała jego pozycję jako mistrza literackich horrorów. Jeśli czytać, to najlepszych; jeśli najlepszych, to ich pierwsze pozycje. W ten sposób wziąłem się za rogi z Miasteczkiem Salem.

No i co? No i mam po tej lekturze mieszane uczucia. Literacko nie mam jej nic do zarzucenia. Stephen King to świetny pisarz i Miasteczko Salem dla mnie to potwierdza. Do pewnego momentu była to książka, której śmiało dałbym 5 w szkolnej skali.

Długi czas elektryzowało mnie budowane napięcie: poznawanie miasteczka i jego mieszkańców, zagadkowość domu Marstenów, tajemnica wokół pierwszych niewyjaśnionych śmierci/zaginięć. Nawet wątek fascynacji Bena i Susan nie okazał się jakoś dramatycznie infantylny – był ok. Ale gdy tylko na scenę weszły wampiry, to cały czar książki prysł.

Miasteczko Salem doczytałem i nawet się przy tym nienajgorzej bawiłem, choć patrzyłem na nią już z przymrużeniem oka, jak na dziecinadę, bzdurę. Z tyłu głowy miałem pretensje do autora, że całe napięcie runęło jak domek z kart. Fabuła zaczęła galopować, ale nie wywoływała emocji, których spodziewałbym się po horrorze.

Diagnoza: niechęć

Mogę zaakceptować dziwactwa w światach fantastycznych, ba!, łatwo mi je uznać za integralną część tych światów. Ale z wampirami wrzuconymi w naszą ludzką czy też ziemską rzeczywistość nie umiem tego zrobić. O ile Stephen King łatwo mnie przekonał, że miasto Jerusalem ze swoimi mieszkańcami mogłoby istnieć, o tyle mieszając w to wampiry sprawił, że ten mandat możliwej realności muszę wycofać.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że takie są zasady gry i tak robi się horrory. Stąd też diagnozuję, że jest mi po prostu nie po drodze z gatunkiem.

Wampiry nie są dla mnie. Ten wytwór kultury, budzi we mnie pewien rodzaj politowania. Myślę, że i inne potwory czy duchy, których miałbym się lękać z kart książki, czeka podobny los. Może musiałbym przeczytać horror, który straszy inaczej niż poprzez nierealne stworzenia. Zapewne, tylko że mam niemal zerową znajomość gatunku i nie mam wielkiej potrzeby tego zmieniać, bo poczułem, że odbiłem się od ściany.

Dodaj komentarz