Czarnoksiężnik z Archipelagu

Czarnoksiężnik z Archipelagu

Od pierwszych stron książki Ursuli Le Guin czułem tę samą przyjemność, jaką miałem przy lekturze Hobbita Tolkiena dawno temu, bo jeszcze w latach licealnych. Wiem: dziwne, niedorzeczne i głupie to dopasowanie. Przecież obie pozycje są zupełnie różne, łączy je niewiele ze wskazaniem na prostą historię w świetnie wykreowanym świecie.

Czytaj dalejCzarnoksiężnik z Archipelagu

Konsekwencje lektury

Z lekturą trylogii Philipa Pullmana uległy zmianie moje oczekiwania co do literatury, którą chcę aktualnie czytać. Przede wszystkim zrozumiałem, że czas na dwa rozstania. Muszę odejść od fantastyki na jakiś czas, gdyż czuję się nią przesycony. Nie chcę też czytać serii książkowych. Zdecydowanie wolę wchodzić z nową książką w nowy świat przedstawiony i poznawać nieznane. Wykombinowałem, że nadmienione rozłąki to doskonała okazja, by poznać lepiej twórczość polską ostatnich 25 lat, czyli powstałą po transformacji. Doświadczyć na tyle, na ile pozwolą miejskie zbiory biblioteczne.