Dwie przełęcze, dwie góry

Na przedostatni dzień w Tatrach wybraliśmy sobie za cel Kondratową Halę. Założyliśmy, że po dotarciu na miejsce zastanowimy się, gdzie skierujemy się dalej. A chcieliśmy wejść wyżej, bo wreszcie doczekaliśmy się bezchmurnej i słonecznej pogody. To oznaczało, że czeka nas wiele pięknych górskich panoram.

Kasprowy Wierch klasycznie

Zimą na Kasprowy Wierch weszliśmy kilka lat temu. Była to wycieczka pełna brawury i nieodpowiedzialności. Wiodła nas w górę głupia lekkomyślność: nie zważaliśmy na zagrożenia lawinowe, na pogodę, po prostu napieraliśmy na szczyt. Na szczęście dorośliśmy, a nasza świadomość górska znacznie wzrosła. Chcieliśmy na wierzchołek wejść jeszcze raz, po bożemu, a także zejść z niego, a nie zjechać kolejką jak poprzednio.

Powrót na Nosal

Wreszcie nadszedł dzień, w którym miałem połączyć siły z Emilką. Obudziłem się wcześnie i szybko wyszedłem ze schroniska. Nadal padał deszcz, niezmiennie, by nie napisać z uporem maniaka. W kontrze do tej stałości dalszą metamorfozę przeżywał Potok Chochołowski – rwał potężnie, szalał, rozbijał z wielką siłą, nadrywając gdzieniegdzie linię brzegową i uciekając ze swojego koryta. Patrzyłem na to z pewną bojaźnią, ale nie zwalniałem kroku, bo chciałem jak najszybciej wyjść z doliny.