W sercu Karkonoszy

Śnieżka nie jest górą, do której pałam szczególną sympatią. Nie podoba mi się jej zabudowany szczyt i nie lubię tłumu, który latem ją oblega. Tylko raz, kiedy wystartowaliśmy wczesnym rankiem z Domu Śląskiego, udało mi się na nią wejść prawie samotnie, spotkawszy kilka osób. Dlaczego zatem ją zdobywam? Przepadam za szlakiem do niej od Szrenicy, który pozwala bardzo dobrze poznać Karkonosze.

Na Halę Szrenicką

Kilka dni po powrocie z Gorców wyjechałem na solową wędrówkę po Karkonoszach. Dojazd nie obył się bez niespodzianek. Spóźniony pociąg uniemożliwił mi sprawną przesiadkę we Wrocławiu, przez co ratunku szukałem na dworcu autobusowym. Koniec końców w Szklarskiej Porębie byłem 2 godziny później niż planowałem, około godziny 17:00. Zmęczony podróżą postanowiłem tego dnia dojść tylko do schroniska na Hali Szrenickiej.

Krzysztof Wielicki. Mój wybór. Tom I

Krzysztof Wielicki to himalaista, którego przedstawiać nie trzeba. Dość powiedzieć, że on i Leszek Cichy jako pierwsi weszli zimą na najwyższy szczyt świata. Wywiad-rzeka Piotra Drożdża stanowi próbę résumé życia i kariery polskiego wspinacza.

Na Lubań!

Gdy zbieraliśmy się do opuszczenia noclegu w Studzionkach senior rodu wskazując na Runek powiedział: „Ta góra najpiękniej wygląda jesienią, jest cała kolorowa”. Musieliśmy mu zawierzyć, gdy spoglądaliśmy na wierzchołek, który tylko w odcieniach zieleni prezentował się w drugiej połowie sierpnia.

Wizyta w bibliotece

Dawno nie czytałem książek. Niemal rok bez dobrej literatury to dla mnie zbyt wiele, zbyt długo. Zatęskniłem za przerzucaniem kolejnych stron, pochłanianiem makulatury najlepszego sortu.

Wczoraj w końcu udałem się do biblioteki i wypożyczyłem kilka książek. Na pierwszą z nich rzuciłem się zaraz po przyjściu do domu – Nagi sad Wiesława Myśliwskiego. Jak ten człowiek potrafi opowiadać, opisywać najpiękniejszą polszczyzną sprawy zwyczajne i codzienne, lekko płynąć ze swoimi zmyślonymi historiami, by porwać człowieka z życia na długie minuty i godziny. Myśliwski to moje ubezpieczenie od rozczarowania. A takiego gwaranta potrzebowałem przy tym swoim powrocie do czytania.

Pożegnanie z Turbaczem

Tego dnia ostatni raz wyszliśmy ze Schroniska PTTK na Turbaczu. Nasz cel czyli dotarcie na Lubań podzieliliśmy na 2 dni. Pierwszego chcieliśmy dotrzeć do Studzionek w Ochotnicy Górnej. Czasu na wędrówkę mieliśmy więcej niż mnóstwo.

W pogoni za Tatrami

Pobudka, śniadanie i pakowanie małego plecaka – poranna rutyna górskich turystów kolejny raz stała się naszym udziałem. Tego dnia w Gorcach pogoda dopisywała. Niebo było na tyle czyste, że już przy schronisku mogliśmy dojrzeć Tatry. Takie warunki cieszyły nas niezmiernie, bo w planach mieliśmy wejście na wieżę widokową na Gorcu.

Deszcz w Gorcach

Poznawanie Gorców rozpoczęliśmy od wędrówki na Kudłoń. Przystąpiliśmy do niej umiarkowanie wczesnym rankiem ze schroniska na Turbaczu. Tego dnia Gorce były bardzo mokre, a nisko sunące szare chmury zapowiadały kolejne deszcze. Pogoda jeszcze nigdy nie pokrzyżowała nam planów, stąd pewni swego ruszyliśmy żółtym szlakiem.

Wejście na Turbacz

Odrobiny cierpliwości i nieco więcej wytrzymałości potrzebowaliśmy, by wejść na najwyższy szczyt Gorców. Najtrudniej było nam wyjść z Rabki-Zdrój. W miejscowości szlak czerwony jest bardzo rzadko znaczony, przez co mieliśmy wątpliwości, co do słuszności obranej drogi. Na szczęście problem ten zniknął tak szybko, jak zniknęły za nami ostatnie zabudowania.