Wokół Malinowa

Wokół Malinowa

To była nasza ostatnia wędrówka w Beskidzie Śląskim. W celu zaoszczędzenia czasu i sił wjechaliśmy na Skrzyczne kolejką (15 zł ze Szczyrku). Na szczycie było bezwietrznie i absolutnie biało. Śnieg, który padał w poprzednich dniach dochodził do 60-70 centymetrów, a chmury ograniczały widoczność na 20-30 metrów.

Do Malinowskiej Skały

Początek nie był zły. Przetarta droga umożliwiała normalną wędrówkę. Problemy pojawiły się, gdy minęliśmy Małe Skrzyczne. Zielony szlak przetarty był tylko przez 1 osobę. Odtąd bardzo wolno posuwaliśmy się do przodu, próbując iść po śladach poprzednika. To nie dawało wiele, bo często wpadaliśmy ponad kolana w biały puch.

Naszły mnie myśli, by przerwać marsz i zawrócić. Bałem się, że Emilia nie da rady, zabraknie nam czasu i zapadnie zmrok. Otuchy dodało wyjście z chmur i widok Malinowskiej Skały. Otulona białym puchem, w blasku słońca, wyglądała pięknie. Widoki z niej okazały się rewelacyjne i warte dłuższego odpoczynku.

Do przodu czy cofka?

Wywnioskowaliśmy z mapy, że nie mamy po co się cofać. Droga przed nami zająć miała podobny czas, a istniała szansa, że jest lepiej przetarta.

Mieliśmy nosa! Spotkaliśmy kilku turystów idących w przeciwnym kierunku, którzy wydeptali nam ścieżkę.

Wspinaczkę czerwony znakami na Malinów przerywaliśmy ciągłym oglądaniem się w tył. Ze zbocza mieliśmy podany jak na tacy wschodni i południowy Beskid Śląski. Niezapomniany widok! Na samej górze widoków już nie było, dlatego obraliśmy zielony szlak i zaczęliśmy schodzić do Szczyrku-Salmopolu. Duża część zejścia przebiegała narciarskimi stokami, z których świetnie było widać z jednej strony Skrzyczne i Małe Skrzyczne, a z drugiej Kotarz, Hyrcę i Beskidek.

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz