W Dolinie Roztoki

W Dolinie Roztoki

Była sobota, pierwszy dzień długiego majowego weekendu. Wstaliśmy wcześnie, by ominąć spodziewany wzmożony ruch na drodze i sprawnie przedostać się na Palenicę Białczańską. Udało się. W planie mieliśmy Morskie Oko i obejście stawu dookoła, ale gdy tylko wyszliśmy z parkingu, zaczęliśmy wzajemnie przekonywać się, by jednak iść do Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Ryzykowaliśmy, bo przez ogromne opady śniegu schronisko cały poprzedni tydzień było niedostępne. Nie my jedni, na drodze spotkaliśmy kilku innych optymistów. Uznaliśmy, że nawet jeśli będziemy musieli się wycofać, to frajda z takiej wędrówki będzie większa niż kolejne nudne podejście na Morskie Oko.

Za Wodogrzmotami Mickiewicza

Zgodnie ze znakiem weszliśmy w las, by podążać zielonym szlakiem. Po krótkim podejściu kamiennymi schodami doszliśmy do miejsca, gdzie ścieżka zamieniła się w szeroki potok. Nie daliśmy potopowi wygrać, przemykając bokiem, skacząc po powalonych pniach i kamieniach. Trochę to trwało, ale niedaleko za mostkiem przecinającym Potok Roztoka pożegnaliśmy wielkie roztopy i powitaliśmy dobrze ubity przez skuter śnieg.

Wędrówka nie nastręczała nam problemów i tylko żałowaliśmy, że zbocza Opalonych i Wołoszyna chowają się za chmurami. Za Nową Roztoką drugi raz przekroczyliśmy potok mostkiem, a po 5 kolejnych minutach podziwialiśmy lawinisko na stokach Świstowej Czuby. Wielkie zwały śniegu i ogromne grudy zrobiły na nas duże wrażenie. Stąd już mieliśmy blisko do skrzyżowania szlaków, gdzie odpoczęliśmy i poznaliśmy inne osoby idące w górę.

My nie dojdziemy!?

Na stromym podejściu szliśmy w piątkę. Wspólnie przecieraliśmy szlak i staraliśmy się formować śnieżne schodki, by następni, których widzieliśmy już w dole, mieli nieco łatwiej. Drogę wyznaczały nam tyczki z czarnymi znakami. Straciliśmy sporo sił i potu, by ogarnąć drogę do Doliny Pięciu Stawów Polskich, ale robotę wykonaliśmy fachowo. Motywacji dodawała nam myśl, że cała nasza piątka będzie pierwszymi gośćmi w „Piątce” po tygodniu przerwy w jej funkcjonowaniu.

Dolina chmur

Po wejściu w dolinę nie widzieliśmy niczego. Wszystko tonęło w chmurach i tylko momentami jawiły się nam niepewne kształty najbliższego terenu. O zobaczeniu otaczających stawy szczytów mogliśmy co najwyżej pomarzyć. W oddali od czasu do czasu majaczył dach schroniska, który miał nam dać odpoczynek i strawę. Tam też się udaliśmy.

Przemiłe „wreszcie turyści” usłyszeliśmy w bufecie schroniska. Obsługa obiektu przez tydzień zdążyła zatęsknić za zgiełkiem, ludźmi i rozmowami. Szybko wytworzyła się sympatyczna, koleżeńska atmosfera, która udzielała się kolejnym wchodzącym turystom. W tak dobrych okolicznościach zjedliśmy zupę, wypiliśmy piwo, pogadaliśmy z innymi, by w końcu ruszyć w drogę powrotną.

Od schroniska do schroniska

Schodząc z Doliny Pięciu Stawów Polskich wymyśliliśmy sobie jeszcze jeden cel: Schronisko PTTK w Dolinie Roztoki. Spodobał się nam ten pomysł, bo oboje nigdy tam nie byliśmy. Niby blisko, niby rzut kamieniem od Wodogrzmotów Mickiewicza, a wciąż nie po drodze. Miejsce spodobało nam się na tyle, że zaczęliśmy snuć plany, by w przyszłości spędzić w obiekcie kilka nocy i przewędrować okolicę.

Dalekosiężne projekty odstawiliśmy niechętnie na bok, bo pozostało nam wrócić na Palenicę Białczańską, a z niej do Zakopanego. Ruch na asfaltowej drodze był spory, choć jeszcze nie przerażający. To jeszcze nie były te „słynne” tłumy, skoro przy samym parkingu niewzruszona niczym łania skubała trawę. Prawdziwe tabuny ludzi mieliśmy dopiero zobaczyć, ale o tym już niedługo.

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz