Wyprawa autem na Nordkapp – część 3

Wyprawa autem na Nordkapp – część 3

Podróż na Nordkapp zaliczyłem w sierpniu 2009 roku. Była to wyprawa mocno spontaniczna, przez co miałem niewiele czasu, by się do niej przygotować. Nasza ekipa liczyła 4 osoby: Tymoteusza, Magdę, Gosię i mnie, z czego tylko 2 osoby były kierowcami. Jak nam wyszła ta podróż? Zapraszam do lektury ostatniej części dziennika podróży.

Deszczowa droga do Tampere

16 sierpnia (niedziela)


Poranna pogoda szybko się psuje i do samego wieczoru pada. Przez to cały dzień jedziemy samochodem, robiąc sobie przerwę na obiad. Jemy to, co zawsze – ryż. Pod Vasą oglądamy jeden z najdłuższych mostów Finlandii i wgłębienie po meteorycie. Ani jedno, ani drugie nie robi na nas jakiegoś większego wrażenia. Wieczorem dojeżdżamy do Tampere i gdzieś pod miastem rozbijamy się na łączce. Okoliczne wysokie drzewa mocno szumią, ale nic sobie z tego nie robimy, jedząc wiśnie z kompotu.

Urocza Rauma

17 sierpnia (poniedziałek)


Rano zwiedzamy Tampere – miasto, które mi przypominało nasze aglomeracje. Tutaj zwiedzamy hale targowe, w których jemy dość tani obiad. Przy tej okazji próbujemy kwasu chlebowego – oczywiście wszystkim smakuje, tylko nie mi. Tampere jest miejscem naszych spowolniałych i nieco bezcelowych spacerów, co też nam nie przeszkadza.

I znów samochód, droga, mapy, fotoradary, wyprzedzanie, zwalnianie, a wszystko po to, by znaleźć się w Raumie. Jest to miasteczko podobne do Porvoo, może nieco bardziej współczesne. Kolorowe uliczki, piękna starówka, malownicza rzeczka płynąca przez miasto, fontanny – wszystko to przyciąga turystów. Zatrzymujemy się na rynku, by skonsumować kawę i lody. Wieczór spędzamy na kąpielisku nad Bałtykiem – pijemy wódkę, wino i piwo. Miejscowa ludność opowiada nam o grasującym w tym miejscu przeczulonym na punkcie turystów policjancie. Wszystko jednak jest ok.

Prawdziwi Finowie

18 sierpnia (wtorek)


Dojeżdżamy do Turku – miejsca, skąd Gosia i ja będziemy wracać do Polski. Zgodnie z postanowieniem meldujemy się na polu kempingowym (11 Euro od osoby). Pierwszy raz podczas wyjazdu bierzemy prysznic – po tylu dniach męki, mycia się w jeziorach, morzach, jest to warte wzmianki. Na kempingu jest też sauna, ale tę przyjemność pozostawiamy sobie na dzień następny.

Wyruszamy do Turku w poszukiwaniu zamku i innych atrakcji. Te drugie szybko się znajdują, a budowla nie. Trafiamy do pubu. Siedzący w nim klienci, którzy ze sobą z grubsza się przyjaźnili, szybko rozpoznają w nas obcokrajowców. Gdy dowiadują się, że nie jesteśmy Rosjanami a Polakami, stawiają nam drinki. Była to wspaniała okazja do pogadania o Finlandii, życiu w tym kraju, ludziach, o Polsce, dziewczynach, Lemie i stu innych rzeczach. Wieczorem wracamy na kemping i zasypiamy.

Pożegnanie ze Skandynawią

19 sierpnia (środa)


Dzień ostatni wyprawy Gosi i mojej (Tymon i Magda jechali dalej, lepiej zwiedzić Estonię, Łotwę, Litwę). Rano jedziemy na archipelag, który tutaj jest niezwykle bogaty w wyspy. Bałtyk wyspowy, Bałtyk czysty, pokazuje swoją niepolską twarz. Oglądamy go, próbujemy jak najlepiej zapamiętać i też trochę żegnamy. Wracamy na kemping, by drugi i ostatni raz skorzystać z sauny. Sauna jest nieco słabsza niż ta w Inari, ale i tak jest fajnie. Tym razem zamiast do jeziora, wbiegamy wprost do morza.

A potem? Potem zwijamy namioty, wymeldowujemy się z kempingu i jedziemy na lotnisko. Terminal drugi w Turku jest zaskakujący, najprawdopodobniej zaadaptowano na niego stodołę. Jeśli byliście kiedyś na lotnisku, gdzie ważniejsze informacje wypisane były sprejem na ścianie i podłodze, to musiał to być terminal drugi w Turku. Żegnamy się z naszymi towarzyszami, żegnamy się ze Skandynawią, po czym odlatujemy liniami WizzAir do Gdańska.

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, przeczytaj część 1. lub 2. dziennika z wyprawy.

fot. Tymoteusz L-k

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz