Na Klimczok i Błatnią

Na Klimczok i Błatnią

Z Szyndzielni na Klimczok to ledwie rzut kamieniem… latem. Zimą droga zabiera o połowę czasu więcej aniżeli przewidują oznaczenia. Przynajmniej połowę. Tam gdzie znak wskazuje 30 minut, lepiej liczyć 50. Trzeba o tym pamiętać planując trasę.

Na Klimczok i dalej

Ze schroniska pod Szyndzielnią wyszliśmy około godziny 9 i chyba tylko weekendowi zawdzięczaliśmy przetarcie szlaku. Śniegu leżało wokół sporo, około 40 centymetrów. Wszystkie drzewa przyodziane były w puchowe, białe szaty i przy silniejszych podmuchach skrzypiały zmęczone tym ciężarem. Słońce przebijało się spomiędzy nich, kiedy tylko chmury z wiatrem na to pozwalały.

Trasa oznaczona na całej długości żółtymi znakami nie okazała się trudna. Wokół Klimczoka dominują delikatne podejścia, nie wymagające większej sprawności, a jedynie nieco kondycji. Tego nam nie brakowało, dlatego pozwoliliśmy sobie zejść z Klimczoka do pobliskiego schroniska i wejść na górę powtórnie, by już planowo zmierzać w kierunku Błatniej.

Zimowe Wędrowanie

Podczas wędrówki oglądaliśmy widoki pokazujące piękno Beskidu Śląskiego, który mieliśmy poznawać przez najbliższe dni. Jak zawsze z pomocą mapy starałem się odgadnąć nazwy wierzchołków, choć otaczające je chmury nie dawały mi szans.

Niespodziewanie dla nas to z nieco niższej Błatniej roztaczała się największa i najpiękniejsza panorama. Nie omieszkałem jej sfotografować. Zaszliśmy do oblężonego przez turystów schroniska, by odetchnąć, wypić piwo i zjeść batoniki. Miejsce ładne, choć w piwnicach, gdzie mieściła się toaleta, cuchnęło strasznie. Posileni ruszyliśmy z powrotem.

Nasza droga powrotna była niemal jednakowa, tyle że ominęliśmy Klimczok czarnym szlakiem, a przed schroniskiem na Szyndzielni zrobiliśmy tradycyjne orły w śniegu.

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz