Magia Pilska

Magia Pilska

Pilsko było celem numer 1 naszej wyprawy, dlatego postanowiliśmy zdobyć go zaraz drugiego dnia. Mieliśmy sporo sił, pogoda dopisywała i nie dostrzegaliśmy żadnych przeciwwskazań, by swoje plany porzucić. Przestrzegałem resztę, że na samym wierzchołku może wiać i by o tym pamiętali dostosowując swój ubiór. Jak się okazało były to zupełnie niepotrzebne uwagi, ale o tym później.

Hala Rysianka

Z Hali Lipowskiej na Rysiankę doszliśmy szybko. Będąc już tu tego dnia o wschodzie słońca skupiłem się na towarzyszach. Krótko im opisałem którędy pójdziemy i jakie widzą wokół siebie góry. Hala była bielutka i odbijające się promienie od śniegu kuły w oczy, ale powietrze było absolutnie przejrzyste i wszystkie wzniesienia były świetnie widoczne. Naoglądawszy się wszystkiego zeszliśmy czerwonym szlakiem w dół docierając do lasu, by Kozim Grzbietem podejść na Trzy Kopce.

Droga przez las

Szlak wiódł nas lasem. Było biało i zielono. Z wierzchołków drzew śnieg stopniał już dawno, ale niższe gałęzie wciąż dźwigały czapy białego puchu. Cały czas podchodziliśmy pod górę, na szczęście zbocze było delikatne i nie męczyło. Po dobrej godzinie drogi Palenicę mieliśmy pod stopami, a przed sobą dobrze widoczny szczyt Pilska i górującą w oddali Babią Górę.

Żwawo przeszliśmy przez piękną Halę Cudzichową, by włożyć nieco więcej wysiłku w podejście na Munczolik. Przerzuciliśmy się na niebieski znaki, które zaprowadziły nas na strome i śliskie zbocze Tanecznika. Musieliśmy tańczyć tak, jak nam góra zagrała, przez co na wierzchołek dotarliśmy zziajani i spoceni. Było warto, bo mieliśmy świetny widok na Halę Miziową, schronisko i narciarzy. Zrobiliśmy mały odpoczynek przed atakowaniem szczytu. To wtedy zauważyłem, że nie czuć najmniejszego ruchu powietrza i prawdopodobnie wejdziemy na bezwietrzne Pilsko, co jest dość osobliwe.

Pilsko 1557 m n.p.m.

Pozostało nam ostatnie podejście. Dość nieciekawe, bo musieliśmy iść po wyślizganym przez narciarzy śniegu albo broczyć w nim po kolana z boku stoku. Dobry kwadrans zajęło nam dojście do Pięciu Kopców, na którym znowu łapaliśmy regularny oddech. Na szczęście stąd mieliśmy już spokojne kilkaset metrów do samego Pilska.

Magia Pilska objawiła się nam natychmiast. Zazwyczaj wietrzna góra, tego dnia była zupełnie spokojna. Wymarzona słoneczne pogoda pozwalała oglądać przepiękne panoramy. Moją uwagę najbardziej przykuwały nasze piękne Tatry i grzbiet Babiej Góry. Widoczność była tak rewelacyjna, że bez problemu dostrzegłem schronisko na Rysiance.

Świetna atmosfera udzieliła się wszystkim, którzy na górę wchodzili. Rozmawialiśmy z nieznajomymi, ktoś nas poczęstował łakociami, żartowaliśmy. Każdy robił wszystko, by nie opuszczać szczytu i dwóch krzyży, które na nim stoją. Ciężko było się napatrzeć na te wszystkie otaczające nas wierzchołki.

Pechowa droga powrotna

Z Pilska skierowaliśmy się do Schroniska PTTK na Hali Miziowej. Droga wiodła nas narciarskim stokiem, dlatego szliśmy jego skrajem. Te środki ostrożności nie zapobiegły temu, że jakiś narciarz wjechał w kolegę. Fortunnie skończyło się tylko na bolesnym upadku. Nieszczęścia jednak chodzą parami. W schronisku mój aparat zaliczył glebę i nie wyszedł z tego do końca cało. Trudno! Z dwóch tych wypadków lepiej, że koledze nic się nie stało.

Po posileniu się w schronisku ruszyliśmy na Halę Lipowską tą samą drogą, którą doszliśmy na Pilsko. Kiedy dotarliśmy na Rysiankę słońce chyliło się już ku zachodowi i zgodnie stwierdziliśmy, że wycieczkę skroiliśmy idealnie w czasie. Wędrówkę, którą zapamiętam na długo.

Wpisy o podobnej tematyce

2 komentarze do wpisu „Magia Pilska”

    • Ja w ośnieżonych choinkach zakochałem się rok temu, jak chodziliśmy wokół Szyndzielni. Do tego stopnia, że wędrowanie wśród nich sprawia mi większą frajdę niż wchodzenie na szczyty 🙂

Dodaj komentarz