Nie jestem z cukru

Nie jestem z cukru

Bywa i tak w górach, że deszcz pada całymi dniami, przez co ciężko zmusić się do wędrówki. Znam na to tylko jedną radę: powiedzieć sobie „przecież z cukru nie jesteś, nie rozpuścisz się” i wyjść na szlak. Tak też zrobiłem kolejnego dnia w Tatrach, kiedy chciałem przekonać się, czy da się wejść na Ornak.

Deszcz w Tatrach

Od samego początku wiedziałem, że suchy do schroniska nie wrócę. Padał deszcz, śnieg topił się szybko, wezbrały potoki, ścieżki stały się strumieniami, zewsząd płynęła woda. Skupiłem się na szukaniu optymalnej drogi, by jak najmniej zamoczyć buty. Nie miało to najmniejszego sensu, bo nawet pod śniegiem przelewała się woda i wiele w teorii pewnych kroków okazywało się fałszywymi. Szybko pogodziłem się z tym, że przysłowiowo przemoknę do suchej nitki.

Z wizytą w Dolinie Kościeliskiej

Z Iwanieckiej Przełęczy szlak na Ornak okazał się nieprzetarty, więc szybko zmodyfikowałem plan i zszedłem do schroniska na Hali Ornak. Posiliłem się, nieco przesuszyłem i ruszyłem w dół Doliny Kościeliskiej, by później Ścieżką nad Reglami wrócić do Doliny Chochołowskiej.

Doliną Kościeliską ciągnęło kilka wycieczek szkolnych. Przemoczone dzieci głosem rezygnacji pytały mnie, jak daleko jest schronisko. Żal było patrzeć na te pochody. Chciałem nawet przez moment spytać przewodników, po co holują te grupy doliną w takim deszczu. Rozumiem trzymanie się programu wycieczki, ale powinien on zakładać jakaś alternatywę w razie niepogody. A tak, dzieci i młodzież tylko zniechęcają się do gór.

Niedźwiedź na szlaku

Najlepiej z całej swojej deszczowej wędrówki zapamiętałem fragment Ścieżki nad Reglami od Niżniej Kominiarskiej Polany do Doliny Chochołowskiej. Szlak zamienił się w regularny potok i właściwie nie dało się go przejść na sucho. Wściekałem się na siebie, uznałem za frajera, ale na wycofanie się było już za późno.

Do tego obleciał mnie strach, gdy w śniegu zauważyłem świeże ślady niedźwiedzia. Momentalnie zrobiło mi się gorąco. Próbowałem sobie przypomnieć, jak się zachować. Stanąłem jak wryty, rozejrzałem, niepewnie ruszyłem do przodu, a gdy po 50 metrach odciski łap zniknęły w lesie, potruchtałem bez namysłu do przodu, by oddalić się jak najszybciej.

Frajerów trzech

Powrót do schroniska przyniósł mi sporą ulgę. Mogłem zdjąć mokre buty, zmienić ciuchy na suche i odpocząć po wymagającej (głównie cierpliwości) wędrówce. Wiedziałem już rano, że będzie nieciekawie, dlatego nie czułem zawodu z tego dnia. Humoru jednak nie miałem.

Godzinę po mnie do obiektu dotarło 2 turystów, którzy też szli Ścieżką nad Reglami. Poznaliśmy się szybko. Oni pocieszali się na szlaku, że szli po śladach frajera, a ja śmiałem się z nich, że nie tylko ja się tak sfrajerzyłem. Żartowaliśmy z siebie jeszcze długo, nastrój mój wrócił na dobre tory i podobnie jak rano mogłem sobie znów powiedzieć „przecież nic mi się nie stało, z cukru nie jestem”.

Dodaj komentarz