Życie towarzyskie i uczuciowe

Daleki jestem od podsumowań, ale powoli dobiega końca rok 2020, który dla polskiej literatury jest rokiem Leopolda Tyrmanda. I choć bardziej chciałem przeczytać Złego lub Dziennik 1954, to dobry(!) los chciał, że pierwsze w moje ręce wpadło Życie towarzyskie i uczuciowe.

Czysty realizm

Pierwsze, co uderza w tej książce to realizm. Każde wydarzenie jest osadzone w miejscu i czasie, z pełnokrwistymi bohaterami. Nie mam na myśli, że wszystko dzieje się wśród rzeźników. Chcę powiedzieć, że osoby na kartach książki są świetnie skonstruowane, pełne wad i sprzeczności, brzydkie duchowo, przez co też (bo czyż nie tacy w istocie jesteśmy) realne. Wydarzenia, którymi są aktorami lub statystami nie zostawiają miejsca na interpretację. Świat jest taki, jakim go nam daje autor. Czy to dobrze? Nie odpowiem, bo to rzecz gustu, lecz mi to bardzo odpowiadało.

Akcja rozgrywa się w powojennej Warszawie. Tyrmand w swej książce ukazał środowisko twórców: pisarzy, reżyserów, aktorów, dziennikarzy, a ponieważ wykorzystał formułę powieści z kluczem, czytelnicy z łatwością mogli odgadnąć, któremu bohaterowi odpowiada rzeczywista osoba ze śmietanki towarzyskiej stolicy. Żałuję, że nie mam czasu, by dotrzeć do opracowania, które rozjaśniłoby mi, kto jest tutaj kim.

Stosunek do komunizmu

Jeśli mamy w Życiu towarzyskim i uczuciowym Warszawę i czasy po II wojnie światowej, to nie sposób, by na kartach książki nie było nawiązań do komunizmu. Ba! Można powiedzieć, że jest on przyczyną i początkiem wszystkich działań podejmowanych przez postacie. Albo ktoś tutaj wykazuje daleko idący serwilizm wobec władzy, albo lawiruje w celu osiągnięcia największych korzyści, albo się z komunistami z mniejszą lub większą premedytacją nie układa.

W książce dominują tacy jak główny bohater czyli Andrzej Felak, którzy umiejętnie wpisują się w jedynie słuszną narrację władzy do osiągnięcia własnych celów. To wyrachowanie jest obecne w życiu zawodowym, towarzyskim a nawet (o zgrozo!) rodzinnym. Nie jest to obraz, który oburza i odrzuca. Jest oczywiście skrojony na taką miarę, by po trochu szokować, a po trochu zdmuchnąć nałożony puder, by pokazać zgniliznę i zepsucie. Przy czym cały czas miałem wrażenie, że autor puszcza do mnie oko, uśmiecha się i mówi „sam byś taki był jak oni”

Oczywiście Leopold Tyrmand obnażył zarówno postawę warszawskich elit twórczych jak i komunizm, czym skazał swoją twórczość na krytykę kolegów i cenzurę władzy. Tego mógł się spodziewać. Ale pewnie nie przewidział, jak długo jego książka będzie aktualna i nie domyślał się, że pomimo zmiany ustroju mechanizmy dochodzenia do pieniędzy, uznania i sławy pozostaną takie same. Wciąż przy dużym udziale władzy centralnej. Wszakże mamy swojego Zenka, powrót disco polo, wiecznie żywą trupią Marylę i szereg pseudogwiazdek, które pewnie tak jak bohaterowie powieści musiały się z kimś przespać, by pojawić się na scenie.

Infekować znaczy dziś walczyć. Nawet się nie obejrzysz, jak za parę lat ci sami, którzy dziś grożą mi spaleniem na stosie za kolorowe skarpetki, przyjmą je bezboleśnie do świadomości, a nawet zaczną je nosić. Skarpetki przenikną do ich obrazu świata powoli i nieznacznie, a wraz ze skarpetkami abstrakcjonizm w malarstwie i muzyka jazzowa.

Cieszę się, że swoją przygodę z Tyrmandem zacząłem od Życia towarzyskiego i uczuciowego. To kawał dobrej literatury. Tak dobrej, że pewnie już nie w tym roku, ale z pisarzem jeszcze się spotkam. Jestem tego pewien.

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Ew

    Jeśli nie jesteś zawiedziony ani trochę, to skorzystam z polecenia i swoją przygodę z Tyrmandem również rozpocznę od tej książki. Tematycznie wydaje się interesująca, więc faktycznie wyczuwam dobrą lekturę. :)

    1. Ajkub

      Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz :)

  2. Jola

    Swoją przygodę czytelniczą z Tyrmandem zaczynałam od,, Złego,, a potem już sięgałam po kolejne tytuły w dorobku autora. Rozumiem Twój zachwyt :)

    1. Ajkub

      Tyrmand jest jednym z odkryć tego roku. Na pewno „Złego” przeczytam niebawem.

Dodaj komentarz