Pięć kilometrów do bomby. Rowerem przez Afrykę

Pięć kilometrów do bomby. Rowerem przez Afrykę

Drugi raz wziąłem w obroty książkę o (niemal) teraźniejszej Afryce. Kolejny raz Czarny Ląd obserwowałem oczami podróżników. Wcześniej był to młody Arkady Fiedler, a tym razem małżeństwo: Elżbieta Wiejaczka i Tomasz Budzioch

Podróż rowerem

Namibia, Zambia, Botswana, Zimbawe, Mozambik, Malawi, Tanzania, Burundi, Rwanda, Uganda i wreszcie Kenia rowerem? Czemu nie! Pomysł zwariowany i bardzo odważny, do tego pełniący rolę podróży poślubnej.

Na szczęście o rowerach jest w tekście niewiele, napiszę: konieczne minimum. Autorzy skupiają się na krajobrazach, mijanych wioskach i spotkanych osobach, a książce to wychodzi tylko na dobre.

Afryka Trzeciego Świata

Najlepszymi fragmentami książki są te, w którym małżeństwo próbuje zrozumieć zjawiska zachodzące na kontynencie. Ciągle wraca pytanie: skąd w mijanych krajach bierze się bieda i dlaczego międzynarodowa pomoc jest tak nieskuteczna. Odpowiedź zawsze jest ta sama: brak edukacji.

Wiem, że bieda proszącego często nie jest jego winą. Że to raczej zaklęte koło braku edukacji – ludzie nie wiedzą nawet, że mogliby chcieć czegoś od swojego rządu. Rząd nie inwestuje w nauczanie, bo ludzie mogliby wreszcie czegoś od niego chcieć: pompy w wiosce, nawodnionych pól albo/i dobrej szkoły. Często w tym układzie występuje jeszcze jeden gracz: zagranica. Może to być firma, która w porozumieniu z rządem otrzymała monopol na wytwarzanie jakiegoś produktu lub na jego sprzedaż i tym sposobem skutecznie blokuje lokalnych przedsiębiorców. Może to być pomoc humanitarna, która – zamiast docierać do najbiedniejszych – kończy w kieszeni ministrów, którzy dzięki temu nie muszą szukać pieniędzy na lokalnym rynku […]

Piękno kontynentu

Problemy Afryki to nie jedyny temat tej rowerowej relacji. W książce roi się od opisów pięknych i intrygujących miejsc. Niemało miejsca poświęcone jest zwyczajom i mentalności miejscowej ludności. Raz po raz odmalowany zostaje bogaty portret osoby, zazwyczaj kogoś ubogiego, kto zdecydował się pomóc Polakom z jakimś problemem. W pozycji nie zabrakło także urzekających fotografii. Wszystko to razem działa na plus.

Czy Pięć kilometrów do bomby ma zatem mankamenty? Pewnie tak, lecz są one na tyle nieistotne, że po przeczytaniu ostatniej strony żadnego nie potrafię skonkretyzować.

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz