Maluchem przez Afrykę

Maluchem przez Afrykę

2 lata temu uczestniczyłem w spotkaniu z Arkadym Pawłem Fiedlerem, który opowiadał o swojej podróży maluchem przez Afrykę. O kolejnej wyprawie Puszczykowianina, tym razem przez Azję, słuchałem całkiem niedawno. Nowe przygody podróżnika wyparły stare, których i tak pamiętałem już niewiele. Dlatego ucieszyłem się, gdy znalazłem w bibliotece dziennik podróży z tej pierwszej, afrykańskiej podróży.

Dziennik z Czarnego Kontynentu

Maluchem przez Afrykę to dziennik. Na prawie 400 stronach książki Fiedler opisał swoje 103 dni podróży Fiatem 126p przez Czarny Kontynent, od Egiptu do Republiki Południowej Afryki. Zrobił to tak szczerze, barwnie i interesująco, że z łatwością przenosiłem się na fotel zielonego kaszlaka, by przemierzać pustynię, wzgórza i busz.

Ale malucha miałem też dość; kolejne pochwały na jego temat drażniły mnie, bo powielały się regularnie co kilka stron – zupełnie niepotrzebnie. Zdecydowanie bardziej interesujące były opisy państw, krain, ciekawych miejsc, kontroli granicznych, zwyczajów, jedzenia, a przede wszystkim spotkanych ludzi i ich reakcji na auto. Te fragmenty niejednokrotnie rewidowały moje wyobrażenia o Afryce, w czym upatruję największą zaletę książki. Teraz inaczej myślę o Etiopii, Rwandzie i Namibii – lepiej, z kolei o Egipcie – gorzej.

Świat wewnętrzny

Arkady Paweł Fiedler sporo miejsca poświęcił swoim uczuciom, przemyśleniom, ideom i wrażeniom. Dziennik nasycił zachwytem, obawami, nerwami, strachem, radością, tęsknotą, złością i setką innych uczuć, potęgując w ten sposób wiarygodność i prawdziwość swojej opowieści. Bez sentymentów omówił problemy z jednym z uczestników wyprawy, nieco nadszarpując jego dobre imię. A przecież przy pisaniu książki mógł to puścić w niepamięć.

Pośpiech do domu

Dziennik miał istotny mankament. Pierwsza połowa podróży zajęła około 2/3 książki i w mojej ocenie była starannie przygotowana, przemyślana i dopieszczona pod względem detali. Mnie jako czytelnika usatysfakcjonowała w pełni.

Druga część wyprawy zajęła o połowę mniej miejsca. Podczas jej lektury miałem nieodparte wrażenie, że Fiedler z każdą kolejną kartką spieszył się, by książkę skończyć. Wiele dni nagle okazało się podobnych do siebie; brakowało szczegółów, rozwinięć czy zwykłych ciekawostek. Szkoda to wielka, bo Maluchem przez Afrykę mogło być w całości, a nie tylko połowicznie bardzo mocną pozycją wśród relacji z Czarnego Kontynentu.

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz