Los utracony i Fiasko

Los utracony i Fiasko

Imre Kertesz – noblista. Tyle wiedziałem o węgierskim pisarzu przed sięgnięciem po jego książki. Ta jedyna informacja skłoniła mnie do wypożyczenia bibliotecznego egzemplarza Losu utraconego.

Obozy bez patosu

Książka Węgra to opowieść 15-letniego Żyda, który trafia z Budapesztu do niemieckich obozów koncentracyjnych. Relacja chłopca jest esencjonalna, pozbawiona wzniosłości, emocji i dramatyzowania, jest mocno naiwna. Brakuje w niej śmierci, skargi na okrutny los i gehenny. Ba! Fabryki śmierci i obozy pracy są docenianie przez 15-latka za sprawne działanie, a przeszkadza mu w nich to, że się nudzi. Lektura Losu utraconego z każdym paragrafem robiła mojemu czytelniczemu umysłowi „mindfucka”.

Imre Kertesz napisał coś wyjątkowego. Wyłamał się z pewnego schematu, podobnie jak na naszym poletku zrobił to Tadeusz Borowski. Relacja jego bohatera nie przeraża tematem, ale przeraża sposobem opowiadania. Może to się podobać i może bulwersować. Mnie swoim zabiegiem Węgier kupił.

Książka o książce

Kupił do tego stopnia, że sięgnąłem po Fiasko. Powieść stanowiącą swoisty komentarz Losu utraconego, w szczególności w swojej pierwszej części o Starym. Fiasko jest jednak trudniejsze. Po pierwszych 10 stronach chciałem książkę porzucić. Męczyła mnie dokładność, ciągłe nawiasy i powtarzalność. Zmusiłem się jednak do dalszej lektury i nie żałuję.

Pierwsza część opowiadająca o Starym to dla mnie opowieść o powojennych losach samego Kertesza. Problem z publikacją książki, niedocenienie przez wydawnictwa, brak pomysłu na nową powieść i ciągłe wybiegi, by nie pisać niczego ważnego, to przytłaczająca historia człowieka niedocenionego i doświadczonego przez los.

Stary w przypływie natchnienia pisze jednak powieść o Kovesu, stanowiącą drugą część Fiaska. Ta absurdalna historia jest znacznie bardziej przystępna pod względem stylu, ale w zamian daje o wiele więcej treści.

Koves jest rzucony w wir wydarzeń komunistycznego świata, na który nie ma żadnego wpływu. Podejmuje kilka prac, odsyłany z miejsca na miejsce, przesiaduje po pracy w lokalu z osobliwym towarzystwem. Pełno tu nieporozumień, dziwactw, niedorzeczności, zupełnie jakby historia Kovesa była pisana ręką Kafki.

Imre Kertesz – czy warto?

Przeczytane książki są zupełnie inne. Różni je przede wszystkim sposób opowieści – każda ma swój unikalny styl stanowiący o ich wartości. Stare tematy przedstawiają inaczej niż zazwyczaj robiła to literatura i tylko partia o Kovesu wydaje się mieć mocne kafkowskie piętno. Pozycji nie trzeba czytać razem, bo choć traci się pewien kontekst, to każda przedstawia inną historię.

A czy warto? Według mnie warto, bo to unikalne i głębokie dzieła.

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz