Frederick Forsyth

Frederick Forsyth

Dekadę temu zaczytywałem się w twórczości angielskiego powieściopisarza Fredericka Forsytha. Pierwsza książka? „Dzień Szakala”! A później wszystko, co znalazłem w miejskiej bibliotece: „Akta Odessy”, „Psy wojny”, „Czwarty protokół”, „Negocjator” i „Fałszerz”. Z wymienionych najciekawszymi są według mnie dwie pierwsze powieści Forsytha, które umiałbym opisać. Kolejne wyparowały z mojej pamięci i tyle tylko wiem, że je przeczytałem.

Czarna lista

Z angielskim pisarzem miałem długą, kilkuletnią rozłąkę. Do momentu, gdy na bibliotecznym regale zauważyłem jego ostatnią powieść. Z ciekawością oddałem się lekturze. Od początku spodobał mi się temat dżihadu i terroryzmu, wokół którego jest zbudowany główny wątek, jak i czas przedstawiony czyli czasy współczesne. Dawno czegoś tak aktualnego nie czytałem.

Nie spodobała mi się za to konstrukcja głównego bohatera – Tropiciela. Zbyt doskonały i wyraźnie w czepku urodzony. Przy każdym problemie los obdzielał go innymi, chętnymi do współpracy pomocnikami. To zresztą wada całej powieści: każdy kłopotliwy punkt fabuły jest rozwiązywany na korzyść głównego bohatera, przez co od samego początku wiadomo, do czego wszystko zmierza. Niewiadomą pozostaje czas, okoliczności i towarzystwo, jakie autor postanowi zgromadzić w rozwiązaniu fabuły.

Trudno mi napisać, by Frederick Forsyth mnie zaskoczył lub zawiódł. Pisarz od lat lubuje się w szczegółach, rzetelnych i drobiazgowych opisach, co dla mnie jest zaletą. Ciężko za to o spektakularne zwroty akcji i wszystko przebiega według ustalonego z góry planu – niestety to wada. Stąd też ten powrót do twórczości Anglika nie wypadł dla mnie spektakularnie, ale też nie wypadł źle. Przyjemność z czytania „Czarnej listy” czułem, ale za żadne skarby nie powaliłaby mnie książka na kolana. I tyle.

Pasterz

Idąc za ciosem przeczytałem krótką nowelkę autora. W takiej broszurce fabuła oczywiście jest prostolinijna, a swoje ma zrobić zbudowana atmosfera. I myślę, że to się udało. Forsyth bawi się bożonarodzeniowym czasem pełnym cudów czyli tematem wyeksploatowanym w kulturze do bólu. Robi to według mnie udanie, bo opowiadanie ma swój zagadkowy klimat. „Pasterz” zdecydowanie przypadł mi do gustu i nieco ocieplił cały powrót do pisarza.

fot. Murdo Macleod (źródło: Guardian)

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz