Dobre miejsce do umierania

Przed lekturą Dobrego miejsca do umierania o najnowszej historii Kaukazu miałem mocno fragmentaryczną wiedzę. Wstyd przyznać, ale nigdy nie zmusiłem się do tego, by zrozumieć, na czym polegają konflikty w tym rejonie świata. Po książce Jagielskiego w końcu rozumiem tę problematykę i właśnie to jest najlepszą dla niej rekomendacją.

Piękny, smutny reportaż

Co mnie zachwyciło w tej książce? Bohaterowie! Sugestywni, różni, gotowi na każdą ewentualność, wrzuceni w wir wielkiej polityki, niemal zawsze przekonani o swojej racji. Choć Jagielski w całej tej opowieści jest gdzieś w cieniu, to odwala kawał dobrej roboty. Każdy problem próbuje opisać z perspektywy jednej, drugiej czy nawet trzeciej strony konfliktu. Rzadko ocenia, licząc na inteligencję i wrażliwość czytelnika. Styl przy tym ma świetny, spokojny i pozbawiony patosu, barwny, z błyskotliwymi metaforami i porównaniami.

Opisywane dzieje to mnóstwo trupów, spadających bomb, spalonych wiosek, wieców i przewrotów, rozbudzonych i straconych nadziei. Nie umiałem czytać o tym z obojętnością. Szarpałem się między emocjami: smutkiem, solidarnością, przerażeniem, niedowierzaniem, niezrozumieniem, podziwem oraz poczuciem wdzięczności, że nie przyszło mi przeżyć tego, co tam się działo. Stałem się refleksyjny, w przerwach między czytaniem kolejnych stron, próbowałem sobie ułożyć opisane fakty, zrozumieć poszczególne strony, rozpoznać w tym wszystkim odwieczne dobro i zło.

Więcej reportaży!

Książkę pochłonąłem. Przerwy w jej lekturze wymuszało życie. Chcę więcej Jagielskiego i więcej reportaży. I pomyśleć, że Dobre miejsce do umierania stało ponad rok na domowym regale, by z przypadku zostać przeze mnie przeczytanym.

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz