W pogoni za Tatrami

W pogoni za Tatrami

Pobudka, śniadanie i pakowanie małego plecaka – poranna rutyna górskich turystów kolejny raz stała się naszym udziałem. Tego dnia w Gorcach pogoda dopisywała. Niebo było na tyle czyste, że już przy schronisku mogliśmy dojrzeć Tatry. Takie warunki cieszyły nas niezmiernie, bo w planach mieliśmy wejście na wieżę widokową na Gorcu.

Hala za halą

Ze schroniska na Turbaczu szybko dotarliśmy czerwonym szlakiem na Halę Długą. Jej połać na zmianę zagrabiały cienie chmur i promienie słoneczne – niezwykły widok. Podeszliśmy do stojącej w tym miejscu regionalnej bacówki, by ją dokładnie obejrzeć, po czym ruszyliśmy dalej.

Opuściliśmy czerwone znaki zamieniając je na zielone, by lasem dotrzeć na Polanę Jaworzynę Kamienicką. W mojej ocenie jest to ścisły top Gorców – urzekające miejsce. Pięknie rozświetlone przez słońce pozwalało nam obejrzeć grzbiety Kudłonia i Gorca rozdzielone kotliną potoku Kamienica. Wisienką na torcie była śliczna, a przy tym skromna Bulandowa Kapliczka stojąca na polanie.

Wieża widokowa i Gorc

Szlak na Gorc prowadził nas przede wszystkim lasem. Od czasu do czasu, zwłaszcza w sąsiedztwie góry Przysłop, wchodziliśmy na mniejsze i większe polany. Pozbawione drzew pozwalały nam oglądać grzbiet Lubania, a nawet Tatry, które odsłaniały się tylko połowicznie, chowając grań za chmurami.

Minęliśmy Przysłop, minęliśmy ekipę wycinającą chore drzewa, a wszystko po to, by dojść do grobu partyzanta Armii Krajowej Władysława Pisarskiego ps. Piwoń. Stamtąd zielone znaki zaprowadziły nas na wzniesienie Średniak. Przyzwyczajeni do mało męczącej wędrówki nagle zasapaliśmy się, gdy musieliśmy pokonać strome zbocze wiodące do skrzyżowania pod Gorcem. Z rozwidlenia dziarskim krokiem ruszyliśmy na Gorc.

Na szczycie wiatr dął mocno, przez co naprędce ubraliśmy bluzy. Pozostało nam już tylko wejść na wieżę. Po pokonaniu 138 stopni znaleźliśmy się 20 metrów nad poziomem terenu czyli tarasie widokowym. Wiatr dmuchał jeszcze silniej, a my patrzyliśmy. Od południa grań Tatr była niemalże niewidoczna, ledwo odznaczała się zza chmur. Od północy pięknie prezentował się Beskid Wyspowy z Mogielicą na czele. Najlepiej widoczne były otaczające nas Gorce, mieliśmy je jak na dłoni.

Z wizytą u zbójców

Gdy zeszliśmy z wieży, rozsiedliśmy się na Gorcu jak wielkie paniska i zjedliśmy posiłek. Posileni ruszyliśmy w drogę powrotną, która nie mogąc nas zaskoczyć czymś nowym, nieco nam się dłużyła.

Po dotarciu na Polanę Jaworzyny Kamienickiej zgodnie stwierdziliśmy, że zrzucamy plecaki i sprawdzamy, co w trawie piszczy. A nie było słychać dosłownie nic, uwiodła nas cisza i promienie słońca.

Po tym odpoczynku, by urozmaicić sobie powrotną drogę zboczyliśmy na ścieżkę prowadzącą do niewielkiej jaskini czyli Zbójeckiej Jamy. Emilka weszła do środka, a ja nielubiący wąskich przecisków pozostałem na górze. Wróciliśmy na szlak i niesieni głodem ostatecznie wróciliśmy do schroniska na Turbaczu.

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz