W sercu Karkonoszy

W sercu Karkonoszy

Śnieżka nie jest górą, do której pałam szczególną sympatią. Nie podoba mi się jej zabudowany szczyt i nie lubię tłumu, który latem ją oblega. Tylko raz, kiedy wystartowaliśmy wczesnym rankiem z Domu Śląskiego, udało mi się na nią wejść prawie samotnie, spotkawszy kilka osób. Dlaczego zatem ją zdobywam? Przepadam za szlakiem do niej od Szrenicy, który pozwala bardzo dobrze poznać Karkonosze.

Na Śnieżne Kotły

Ze schroniska na Hali Szrenickiej wyszedłem rano o godzinie 7. Słońce dopiero rozgrzewało lesiste zbocza, żółte hale i nagie skały. W kilkanaście minut doszedłem na Szrenicę, na której poczułem mocny wiatr dmuchający od północy. Pomyślałem „jak dobrze, że założyłem długi rękaw”. Przy schronisku garstka osób ćwiczyła jogę. Usiadłem w pobliżu popatrzeć, ale nie na nich. Skupiłem się na niknących w dolinach mgłach.

Po kwadransie ruszyłem dalej, w kierunku skałek nazwanych Trzy Świnki. Leżą one bardzo blisko Szrenicy i prędko przy nich stanąłem. Ale muszę przyznać, że w Karkonoszach wszystkie miejsca są sobie bliskie jak dwa pola oddzielone miedzą. I tak, za Świnkami czekał już na mnie Twarożnik, za Twarożnikiem przełęczka, a za nią wznosił się Łabski Szczyt. Z niego miałem rzut kamieniem do pięknych, polodowcowych, przepastnych Śnieżnych Kotłów, na których stoi charakterystyczna stacja przekaźnikowa. Obchodziłem je powoli, spoglądałem w dół Wielkiego Kotła, a ponad 200 metrów urwiska jak zawsze zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

Zielone Karkonosze

Za Kotłami stanąłem pod Wielkim Szyszakiem, charakterystycznym ze względu na zielonkawy kolor skał. Zgodnie ze szlakiem obszedłem go trawersem i zszedłem ku Czarnej Przełęczy, dobrym miejscem na odpoczynek. Czas mnie nie naglił, zrzuciłem plecak i zluzowałem nogi. Wiatr jakby się uspokajał, temperatura musiała podskoczyć o kilka stopni od poranka.

Ruszyłem w stronę kolejnej grupy skałek czyli Śląskich Kamieni. Schodząc od nich zobaczyłem widok niecodzienny w górach. Wielki dźwig stał w miejscu ruin spalonej Petrovej Boudy – ktoś zdecydował się odbudować obiekt.

Zielona Przełęcz Karkonoska była już blisko i szkoda tylko, że prowadzi do niej nudna asfaltowa droga. Turystów, jak zawsze na tym odcinku, przybyło. Minąłem szybko czeskie boudy i udałem się do polskiego, z reguły mniej obleganego Schroniska „Odrodzenie”. Kilka lat temu spaliśmy w nim z Emilką i mamy w związku z tym noclegiem dobre wspomnienia. Tym razem nocka nie wchodziła w grę, poprzestałem na piwku i kanapkach przygotowanych rano.

Przez Słonecznik na Śnieżkę

Za przełęczą jak to za przełęczą trasa wiedzie w górę i niczym specjalnym się nie wyróżnia. Główny Szlak Sudecki, którym tego dnia maszerowałem prowadził mnie niechybnie do Słonecznika czyli kolejnych skałek.

Za nimi czekał mnie ciekawy fragment prowadzący wierzchem Kotła Wielkiego Stawu i Kotła Małego Stawu. Podziwiałem znajdujące się w dnie akweny, obserwowałem malutkich jak mrówki turystów przy schronisku Samotnia, by przerazić się ilością ludzi na szlaku za Równią pod Śnieżką. Chmara, mrowie, zatrzęsienie – czegoś takiego jeszcze tutaj nie widziałem. Przyspieszyłem kroku, by mieć to jak najszybciej za sobą.

Przy Domu Śląskim miałem jeszcze wątpliwości, czy iść dłuższą drogą dookoła góry, lecz ostatecznie zdecydowałem się na krótsze, zdecydowanie bardziej strome podejście. I to był błąd! Inni wspinali się bardzo powoli, a ich ilość skutecznie utrudniała parcie do góry. Na samym szczycie spojrzałem na przebytą przeze mnie drogą i poczułem satysfakcję z zaliczenia klasyka Karkonoszy. Mimo tłumu napawałem się widokami pięknych gór.

Po zejściu ze Śnieżki wróciłem na Równię pod Śnieżką, a z niej udałem się niebieskim szlakiem do Schroniska PTTK „Strzecha Akademicka”. Na miejscu wykupiłem nocleg, obiad i piwko. Pierwszy raz miałem przyjemność spać w pokoju z dwójką małych dzieciaków, które długo dokazywały pomimo częstych upomnień rodziców. Hałas mi nie przeszkadzał, malcy wyraźnie byli podnieceni spaniem w schronisku, a ja i tak szybko zasnąłem.

Wpisy o podobnej tematyce

3 komentarze do wpisu „W sercu Karkonoszy”

  1. A ja uwielbiam i Karkonosze i Śnieżkę i całe Sudety. Uważam, że Śnieżka nawet w szczycie sezonu jest wspaniała. Nie ma tam aż takich tłumów, a porównać ją do Zakopanego, Morskiego Oka, kolejki do kolejki na Kasprowy? nie ma co porównywać- tam to jest najgorszy horror, brr, coś strasznego. A Karkonosze? szczyt sezonu trochę więcej ludzi, ale zero tłumów, nie ma 6-8 godzinnego stania w kolejkach, deptak w Karpaczu spokojny, gwarny, ale bez ścisku.

Dodaj komentarz