W Pienińskim Parku Narodowym

W Pienińskim Parku Narodowym

U podnóża Pienin stałem już rok wcześniej, gdy w Czorsztynie kończyliśmy swoją wędrówkę po Gorcach. Wiedziałem, że wrócę je przejść, choć nie spodziewałem się, że nastąpi to zaledwie kilka miesięcy później. Na wędrówkę wybrałem klasyczny szlak przez Sokolicę i Trzy Korony usytuowany w samym sercu Pienińskiego Parku Narodowego.

Znad Dunajca na Sokolicę

Pogoda nie zapowiadała nic dobrego: ciężkie czarne chmury sunęły ku południowemu wschodowi. Zawsze w takich momentach myślę jedno: „z cukru nie jestem, nie rozpuszczę się”. Miałem nadzieję, że podobnie jak dnia poprzedniego rozpogodzi się i zaświeci słońce.

Do Pienin miałem blisko: zszedłem z bacówki do Szczawnicy, przebyłem spory kawałek miejscowości przy potoku Grajcarek i dotarłem do Dunajca. Nad rzeką odnalazłem przystań, z której można przeprawić się na drugi brzeg. Flisak niepocieszony jedynym klientem zaprosił mnie na barkę i tak samotnie, tylko ja i on pokonaliśmy mocny nurt Dunajca.

Na Sokolicę szedłem zobaczyć znane mi ze zdjęć sosny reliktowe i przełom Dunajca. I choć wzniesienie wysokością nie imponuje, bo ma 747 m n.p.m., to wylałem sporo potu nim pod nie podszedłem. Muszę przyznać, że od strony Szczawnicy niebieski szlak nie jest taki prosty, a sporo udogodnień w postaci schodów i metalowych poręczy bardzo pomaga w wędrówce. Przed samym szczytem napotkałem coś, czego w górach nie cierpię, czyli opłatę za wejście na wierzchołek (5 zł). Otrzymałem bilecik i szybko wziąłem się za szturm Sokolicy. Z niej miałem świetne panoramy na przełom Dunajca, Tatry i Trzy Korony. Wreszcie też z bliska obejrzałem karłowate sosny reliktowe.

Być u siebie

Trzymając się niebieskich znaków ruszyłem w stronę Trzech Koron. Moje tempo spowolniła wycieczka szkolna, która swoją chaotyczną wędrówką nie pozwalała się wyprzedzić. Razem pokonaliśmy bardzo ciekawy, mocno ekspozycyjny fragment trasy przez Czertezik i doszliśmy do skrzyżowania szlaków na Bańków Groniku, gdzie wreszcie wyprzedziłem młodzież. Pomimo ostrzeżeń, że na Zamku Pieniny zawalił się strop postanowiłem od jego strony zaatakować Trzy Korony. Przez Zamkową doszedłem na Polanę Kosarzyska, gdzie dłużej odpocząłem i z zadowoleniem oceniłem, że pogoda znacznie się poprawiła.

Przed sobą miałem ostatnie podejście. Niesiony bliskością szczytu szybko dotarłem do budki Pienińskiego Parku Narodowego, w której okazałem bilet wejścia. Metalowe schody zaprowadziły mnie na platformę widokową na szczycie, z której rozciągały się niesamowite panoramy. Miałem tego dnia szczęście, znów cieszyłem się samotnością!

Patrząc na Tatry, Gorce, Pieniny i Beskid Sądecki czułem, że jestem u siebie, w górach, jakby bliżej Boga, a wszystko co nieistotne pozostało w dole, za mną, spłynęło z potem wylanym w trakcie wędrówki. Euforia, zachwyt i obcowanie z niesamowitością miksowały mną, co ostatecznie przerwała para turystów, która doszła na platformę.

Opuszczając Pieniński Park Narodowy

Nie pozostało mi nic innego, jak zacząć wracać do bacówki pod Bereśnikiem. By nie powtarzać trasy, zszedłem z Trzech Koron do Przełęczy Szopka, z której pięknie widać Tatry. Dalej żółtymi znakami obniżałem wysokość w stronę Krościenka nad Dunajcem. Byłem już zmęczony, a błoto wymuszało na mnie skupienie, by się nie pośliznąć. Łydki bolały coraz mocniej i czułem duże zmęczenie. Dobrze, że w miasteczku szybko złapałem busa do Szczawnicy, z której miałem niecałą godzinę wejścia do bacówki pod Bereśnikiem.

Gdy od schroniska dzieliło mnie kilkaset metrów, rzuciłem okiem na roztaczającą się panoramę. Na pierwszym planie miałem Pieniny, których słuszny kawał schodziłem tego dnia, z czego byłem bardzo zadowolony. Jednak bardziej mój wzrok przykuwały i bardziej podniecały mnie już majestatyczne Tatry z drugiego planu, od których dzieliła mnie 1 noc i kilkadziesiąt kilometrów do pokonania.

Wpisy o podobnej tematyce

2 komentarze do wpisu „W Pienińskim Parku Narodowym”

    • Góry nie uciekną 🙂 Ja dopiero co wędrowałem, a już szukam okazji do kolejnego wypadu. Szkoda, że urlopu tak mało 🙂

Dodaj komentarz