Adrenalina

Adrenalina

Parka, którą poznałem wczoraj w schronisku, odważnie wyszła na Zawrat. Ja dojadam śniadanie i nadal nie jestem zdecydowany: iść ich śladami czy tworzyć własne. Dwa dni temu turystka spadła pod przełączą 200 metrów i szczęśliwie skończyło się na stłuczeniach. Dziadek z pokoju odradza: „jeśli jest choć 1%, który mówi ci, że masz nie iść, to nie idź”. Ze mną gada dobre 10% niepewności. W SMSach wieje lekkim strachem i obawą, niepotrzebnie wspominałem wszystkim o łańcuchach. Nie idę, idę, nie idę, idę, nie idę…

Idę na Zawrat!

Julkę i Grzegorza doganiam szybko i razem dochodzimy do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Szczerze uświadamiają mnie, że obydwoje są pierwszy raz w Tatrach. Wolne żarty! Zawrat w maju nie jest dla osób początkujących, ale nie potrafię ich przekonać, by się wycofali. Przechodzimy na drugą stronę jeziorka i z łatwością docieramy nad Zmarzły Staw. Brama Zawratu jest nad nami jakieś 400 metrów w pionie, ale wydaje się być o wiele bliżej. To złudzenie ma mnie prześladować aż do wejścia na górę.

Śnieg leży długimi płatami, więc zostaję wypuszczony do przodu poprawiać stare ślady poprzedników. Patrząc na nie zgaduję, że wczoraj nikt tędy nie szedł. Od jednego rumowiska skał do następnego podchodzimy wyżej. Pierwsze łańcuchy i klamry nie stanowią problemu, wystarczy w dobrych miejscach podpierać się nogami. Wesoła atmosfera kończy się w momencie, jak Julka patrzy w dół i przypomina sobie, że ma lęk wysokości, „ale tylko lekki” pociesza. To nie dzieje się naprawdę, a jednak szczypanie się nic nie zmienia.

Koniec zabawy

Dramat zaczyna się przy płacie śniegu leżącym na bardzo pochyłym fragmencie, który trzeba po prostu przejść w poprzek. Jak się pośliznę, to po mnie. Adrenalina wariuje, strach włazi mi do każdego zakamarka ciała. „Chuj!” mówię sobie w duchu i robię krok. Wbijam się w śnieg, ciałem przywieram do zbocza jak do najpiękniejszej dziewczyny na dyskotece i gdybym tylko mógł, to zębami wgryzłbym się w jakąś kępę trawy, ale tej niestety nie ma. Krok za kroczkiem obiecuję sobie, że jak wrócę do domu, powiem wszystkim, ile dla mnie znaczą. Chyba bardzo chcą to usłyszeć, bo cało przechodzę trudność.

Gorzej idzie moim nieszczęsnym kompanom. Blokują się ze strachu, ona płacze przerażona wysokością, on nie wie jak się zabrać do tematu. Zaczynam podpowiadać i pocieszać, jestem Kukuczką i Freudem w jednym. Nagle dziewczyna zbiera się w sobie i przechodzi fragment w okamgnieniu. On nie ma wyjścia, przytula się do zbocza jak ja i po chwili jesteśmy wszyscy po drugiej stronie. Nerwy puszczają i pojawiają się uśmiechy – przedwcześnie.

Pragnienie strachu

Przede mną kolejny problem. Śnieżny wał, z którego nie mogę zeskoczyć, bo jest zbyt pochyło. Pionowa ściana śniegu ma około metra. Ani myślę wycofać się. Im dłużej zastanawiam się, jak zejść z tego uskoku, tym większe czuję podniecenie. „Raz kozie śmierć” myślę i kładę się na wale. Strach mnie rozgrzewa i nie czuję zimna bryły. Jak śnieg puści to spadnę na stromiznę i pewnie z dobre 100 metrów w dół. Adrenalina podpowiada, co robić. Kijki wbijam głęboko, by robiły za uchwyty, nogi opuszczam za krawędź i stopami żłobię w ścianie śniegu szczeble, po których schodzę coraz niżej i niżej, aż osiągam upragniony grunt. Szybko wychodzę na bezpieczną półkę i choć jestem niesamowicie podekscytowany, to i tak oddycham z ulgą.

Do śnieżnego uskoku podchodzi młodzież. Znów pojawia się strach w ich oczach i mały paraliż. Grzegorz postanawia, że nie będzie przechodził przeszkody, tylko ją zniekształci. Znalezionym wcześniej kijem zaczyna w wale rzeźbić schody. W tym szaleństwie jest metoda. Oto objawia się Michał Anioł w Tatrach i tworzy na moich oczach! Wiem, że sobie poradzi, a że trwa to długo, idę dalej sam. Pokonuję ostatni skalny kominek z łańcuchami i wychodzę na upragnioną przełęcz.

Co za satysfakcja! Patrzę na Dolinę 5 Stawów Polskich i czuję, jak emocje ulegają przeobrażeniom. Zachwyt nad krajobrazem przejmuje nade mną kontrolę, uspokajam się. Na dziś mi wystarczy wrażeń, ale jedna myśl mnie nie opuszcza: ta adrenalina była przyjemna, a ten strach był taki zdrowy. I nim ruszam do doliny, mówię pięknym skałom „Pa”, ale dobrze wiem, że nie ma w tym „Pa” ani odrobiny pożegnania.

Trasa: Schronisko Murowaniec – Czarny Staw Gąsienicowy – Zmarzły Staw – Zawrat – Dolina Pięciu Stawów Polskich

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz