Na Skrzyczne

Na Skrzyczne

Do wejścia na Skrzyczne nie zniechęcił nas silny wiatr i minus 13 stopni. Wjechanie na szczyt kolejką nie wchodziło w grę, to kompletnie nie dla nas. Nie po to są góry.

Ruszyliśmy na szlak i zorientowaliśmy się, że każda otwarta przestrzeń będzie zasypana śniegiem. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Trud włożony w przecieranie drogi rekompensowały widoki na północny Beskid Śląski.

Na hali jaworzyńskiej

Kolejne niebieskie znaki zaprowadziły nas na halę Jaworzyna. Powyżej pośredniej stacji kolejki zaczęły się problemy. Najpierw zgubiliśmy szlak, który kilkakrotnie przecina na tym odcinku stok narciarski. Gdy już go odnaleźliśmy, zaczęliśmy zapadać się po uda w śniegu.

Białego puchu było mnóstwo: na ziemi, na drzewach i w podmuchach wiatru. Tworzył niesamowitą scenografię naszej mozolnej wędrówce, której rychły koniec obwieścił wyłaniający się z chmur maszt nadajnika telewizyjnego. Im był bardziej wyraźny, tym bliżej byliśmy celu. W końcu osiągnęliśmy 1257 m n.p.m. czyli najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego. Otulony chmurami nie pokazał panoram, o których tyle czytaliśmy.

Na Skrzycznem

W schronisku na Skrzycznem posililiśmy się gorącą zupą i szybko uciekliśmy, gdyż było tam bardzo zimno. Ruszyliśmy zielonym szlakiem w drogę powrotną do Szczyrku. Gdy dochodziliśmy do pierwszych budynków, drogę przecięły nam dwie sarny. Nigdy nie widziałem saren z tak małej odległości.

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz