Zasady

Zasady

Zasady. Kto je ustalił i dla kogo? Mam ich przestrzegać czy łamać? A może naginać i zuchwale patrzeć, czy cokolwiek to zmieni. Czy odpłynąć kompletnie w myśl (a jakże!) zasady: pieprzyć zasady.

Stara Robota

Trzeci dzień w górach to fizyczny kryzys, soczyste przekleństwa i wielka kłótnia w barze „Nasze góry”. Od tej zasady nie ma ucieczki, tak jak nie mam ucieczki przed 12 kilogramami na moich plecach.

Pogoda piękna, Kominiarski Wierch wygląda oszałamiająco! Przechodzę z Doliny Chochołowskiej do Doliny Starej Roboty i powoli dopuszczam, daję sączyć się myśli, że mam przed sobą ponad 1100 metrów w pionie do pokonania. Mój osobisty szerpa ma wolne – ach ta niedziela bez handlu. No ale góry nie są dla cipek. Jak zawsze, krok za krokiem wyciskam z kamieni, skał i błota wysokość.

Zmęczony w cholerę wchodzę na Siwą Przełęcz. Siadam i łapczywie wciągam porcję mixu orzechów i bakalii. Gdy serce spokojnieje, a oddech wraca z dalekiej galaktyki ruszam na Starorobociański Wierch. Od granicznego słupka do słupka, od delikatnych epitetów do długich wiązanek mozolę się w górę. Gdy już jestem na szczycie, odbiera mi mowę: Tatry Zachodnie otaczają mnie z każdej strony. Jak się napatrzyć na to wszystko, jak zatrzymać w głowie, gdy zapiera tak dech w piersiach.

Grzbietem Ornaku

Wracam na Siwą Przełęcz. Przystaję, odpoczywam, jem orzechy, które smakują coraz mniej. Kończy mi się woda, a stara zasada mówi, że bez niej daleko nie zajdę. Za Iwaniecką Przełęczą powinienem znaleźć strumień.

Ale hola! Najpierw Ornaki. Niespiesznie pokonuję długie ramię Ornaku, przez które malowniczo przepływają chmury. Zejście do przełęczy to kilkaset kamiennych schodów, których w górach nie znoszę. Nogi dostają wycisk, ja idę na oparach, wyprzedzają mnie dorośli i dzieci.

Na Iwanieckiej Przełęczy kręci się sporo ludzi, za czym nie przepadam. Zamiast długiego odpoczynku, decyduję się na szybkie dotarcie do schroniska.

Mży. Zejście robi się śliskie, ale ja i tak nie mam siły pędzić. Nie jestem z cukru, przecież deszcz to życie. Powolutku! Zaraz i tak wyjdzie słońce. Głupiec!, zapominam uzupełnić wodę w strumieniu. Dochodzę do upragnionej Hali Ornak i do schroniska jak karawana do oazy. Czuję tylko głód, ale z zasady najpierw biorę prysznic, a potem jem. Nie inaczej jest dziś.

Trasa: Polana Chochołowska – Starorobociańska Dolina – Siwa Przełęcz – Starorobociański Wierch – Siwa Przełęcz – Ornak – Iwaniecka Przełęcz – Hala Ornak

Wpisy o podobnej tematyce

Dodaj komentarz