Szybkie wypady w góry oraz dłuższe wyprawy. Wędrówki po polskich górach niskich i wysokich. Opisy przejść i zdjęcia ze szlaków.

Z przełęczy na przełęcz

Tego dnia całą drogę przecieraliśmy szlak. Tak to już jest z mniej popularnymi szlakami zimą. Na Przełęcz Salmopolską podeszliśmy żółtym szlakiem ze Szczyrku-Salmopola. Zobaczyliśmy stojący tam biały krzyż i ruszyliśmy dalej czerwonymi znakami w stronę Kotarza i Przełęczy Karkoszczonka.

Na Skrzyczne

Do wejścia na Skrzyczne nie zniechęcił nas silny wiatr i minus 13 stopni. Wjechanie na szczyt kolejką nie wchodziło w grę, to kompletnie nie dla nas. Nie po to są góry.

Ruszyliśmy na szlak i zorientowaliśmy się, że każda otwarta przestrzeń będzie zasypana śniegiem. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Trud włożony w przecieranie drogi rekompensowały widoki na północny Beskid Śląski.

Wokół Magury

Magura była kolejnym naszym celem w Beskidzie Śląskim. Wznosi się na wysokość podobną do Klimczoka, ma 1109 m n.p.m. Pozbawiona kopuły jest nieco mniej charakterystyczna od swojego sąsiada.

Na Klimczok i Błatnią

Z Szyndzielni na Klimczok to ledwie rzut kamieniem… latem. Zimą droga zabiera o połowę czasu więcej aniżeli przewidują oznaczenia. Przynajmniej połowę. Tam gdzie znak wskazuje 30 minut, lepiej liczyć 50. Trzeba o tym pamiętać planując trasę.

Schronisko PTTK Szyndzielnia

Schronisko zapamiętam jako świetne miejsce wypadowe w północny Beskid Śląski. Warto w nim spędzić 2 lub 3 noce i docenić kilka rzeczy.

Art of freedom

Film przypadkowo obejrzałem parę tygodni temu w TVP Kultura i do dziś jestem nim zachwycony. Polecam każdemu, kto kocha góry, ceni je i ludzi podobnych sobie.

Wielka Sowa

Na najwyższy szczyt Gór Sowich weszliśmy z Emilią w tym roku 2 razy: we wrześniu i listopadzie. W obu przypadkach dopisała nam pogoda. Za pierwszym razem szliśmy czerwonym szlakiem od Rzeczki, za drugim razem niebieskim od Przełęczy Walimskiej. Obie trasy są bardzo przyjemne, łatwe i idealnie nadają się na rodzinne wycieczki w góry.

Rudawy Janowickie

Musiały upłynąć aż 3 lata, abym z żoną znów przemierzał wzniesienia Rudaw Janowickich. Tym razem robiliśmy to w większym gronie i nie latem jak poprzednio, lecz późną jesienią. Tak właściwie o tej porze roku jeszcze po górach nie chodziliśmy i zgodnie stwierdziliśmy, że straciliśmy wiele. Góry pokryte warstwą żółtych, pomarańczowych i czerwonych liści są cudowne!