Szybkie wypady w góry oraz dłuższe wyprawy. Wędrówki po polskich górach niskich i wysokich. Opisy przejść i zdjęcia ze szlaków.

Kwiecień plecień

Plan na Beskid Sądecki był prosty: wejść na Radziejową i przewędrować tyle, ile się da. Wiedziałem, że pogoda będzie nieciekawa i zmienna, by nie napisać kapryśna. Ale bardziej niż aury obawiałem się swojej kondycji, bo choć czułem się wypoczęty, to w nogach miałem zaledwie wejście na Bereśnik i Dzwonkówkę z dnia poprzedniego. Przygotowany na wszystkie ewentualności ruszyłem z samego rana w trasę.

Bacówka pod Bereśnikiem

Do bacówki najłatwiej dostać się żółtym szlakiem ze Szczawnicy. Droga nie powinna sprawić trudności, jeśli nie ma roztopów czy śniegu. Mi przyszło walczyć z błotem, ale w niecałą godzinę doszedłem do celu.

Pieniny i Beskid Sądecki

Długo wyczekiwany powrót w Tatry muszę przesunąć o kilka dni. 4 stopień zagrożenia lawinowego ogłoszony przez TOPR to nie żarty i nie widzę sensu pchać się w najwyższe polskie góry. Wolę wyczekać w innym miejscu i wykorzystać urlop w pełni spacerując bardziej bezpiecznymi szlakami.

Lada moment ruszam w kierunku Szczawnicy, która umożliwi mi wyjścia w Pieniny i Beskid Sądecki. To awaryjne wyjście z patowej sytuacji coraz bardziej napawa mnie radością. Co prawda nie jestem przygotowany na te pasma górskie; nie mam map; trasy ustaliłem na kolanie, ale na miejscu szybko nadrobię braki. Najważniejsze to być w górach i wędrować!

Przełęcz Pawlusia

Przełęcz Pawlusia, a potem Romanka – tak mało ambitny plan wyznaczyliśmy sobie 3 dnia w Beskidzie Żywieckim. Moglibyśmy z Romanki zejść gdzieś niżej, a potem znów wejść, ale postanowiliśmy nieco odpuścić i odpocząć.

Magia Pilska

Pilsko było celem numer 1 naszej wyprawy, dlatego postanowiliśmy zdobyć go zaraz drugiego dnia. Mieliśmy sporo sił, pogoda dopisywała i nie dostrzegaliśmy żadnych przeciwwskazań, by swoje plany porzucić. Przestrzegałem resztę, że na samym wierzchołku może wiać i by o tym pamiętali dostosowując swój ubiór. Jak się okazało były to zupełnie niepotrzebne uwagi, ale o tym później.

Na Halę Lipowską

Przyznaję, że z Beskidem Żywieckim mam swoje porachunki. 4 lata temu w okresie letnich wakacji wędrowałem zachodnią częścią pasma, ale trwało to za krótko, pokonywałem zbyt długie dystanse i trafiłem na bardzo upalne dni. W efekcie wypad uznałem za nieudany, ale jednocześnie czułem, że górom dam kolejną szansę.

Spotkanie z Aleksandrem Lwowem

Aleksander Lwow dotychczas był dla mnie postacią drugoplanową w historii polskiego himalaizmu. Jasne, przewijał się w różnych materiałach i publikacjach, ale uwaga nigdy nie była skupiona na jego osobie. Dlatego bardzo ucieszyłem się na wieść o możliwości wysłuchania go na spotkaniu w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Kościanie.

Wędrówka nad Reglami

Drugą całodniową wędrówką chciałem wrócić w pobliże Szklarskiej Poręby. By nie powtarzać trasy z dnia poprzedniego, wybrałem wariant z Pielgrzymami i Ścieżką nad Reglami. Opcja dobra na upalnie zapowiadający się dzień, bo pozwala schować się w cieniu roślinności.

W sercu Karkonoszy

Śnieżka nie jest górą, do której pałam szczególną sympatią. Nie podoba mi się jej zabudowany szczyt i nie lubię tłumu, który latem ją oblega. Tylko raz, kiedy wystartowaliśmy wczesnym rankiem z Domu Śląskiego, udało mi się na nią wejść prawie samotnie, spotkawszy kilka osób. Dlaczego zatem ją zdobywam? Przepadam za szlakiem do niej od Szrenicy, który pozwala bardzo dobrze poznać Karkonosze.