Szybkie wypady w góry oraz dłuższe wyprawy. Wędrówki po polskich górach niskich i wysokich. Opisy przejść i zdjęcia ze szlaków.

Wielkimi i małymi

W Beskid Śląski wróciliśmy niespodziewanie szybko. Od naszego zimowego wypadu minęło zaledwie 18 miesięcy. To niewiele, gdy pomyślę, że bliższe nam geograficznie góry czekają na nas o wiele dłużej. Wysiadając z pociągu w Ustroniu byłem świadomy, że następny raz już tak szybko się nie zdarzy, dlatego chciałem przejść jak najwięcej, niemal cały Beskid Śląski.

Ścieżka nad Reglami

Ostatniego dnia w Tatrach zmęczeni wędrówką wokół Kondratowej Doliny wrzuciliśmy na luz. Postanowiliśmy przespacerować się spokojnym i bezpiecznym fragmentem Ścieżki nad Reglami, między Dolinami Kościeliską i Strążyską. Wisienką na torcie miało być wejście na Sarnią Skałę, ale nasilający się deszcz ostatecznie zniechęcił nas do tego.

Dwie przełęcze, dwie góry

Na przedostatni dzień w Tatrach wybraliśmy sobie za cel Kondratową Halę. Założyliśmy, że po dotarciu na miejsce zastanowimy się, gdzie skierujemy się dalej. A chcieliśmy wejść wyżej, bo wreszcie doczekaliśmy się bezchmurnej i słonecznej pogody. To oznaczało, że czeka nas wiele pięknych górskich panoram.

Kasprowy Wierch klasycznie

Zimą na Kasprowy Wierch weszliśmy kilka lat temu. Była to wycieczka pełna brawury i nieodpowiedzialności. Wiodła nas w górę głupia lekkomyślność: nie zważaliśmy na zagrożenia lawinowe, na pogodę, po prostu napieraliśmy na szczyt. Na szczęście dorośliśmy, a nasza świadomość górska znacznie wzrosła. Chcieliśmy na wierzchołek wejść jeszcze raz, po bożemu, a także zejść z niego, a nie zjechać kolejką jak poprzednio.

W Dolinie Roztoki

Była sobota, pierwszy dzień długiego majowego weekendu. Wstaliśmy wcześnie, by ominąć spodziewany wzmożony ruch na drodze i sprawnie przedostać się na Palenicę Białczańską. Udało się. W planie mieliśmy Morskie Oko i obejście stawu dookoła, ale gdy tylko wyszliśmy z parkingu, zaczęliśmy wzajemnie przekonywać się, by jednak iść do Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Powrót na Nosal

Wreszcie nadszedł dzień, w którym miałem połączyć siły z Emilką. Obudziłem się wcześnie i szybko wyszedłem ze schroniska. Nadal padał deszcz, niezmiennie, by nie napisać z uporem maniaka. W kontrze do tej stałości dalszą metamorfozę przeżywał Potok Chochołowski – rwał potężnie, szalał, rozbijał z wielką siłą, nadrywając gdzieniegdzie linię brzegową i uciekając ze swojego koryta. Patrzyłem na to z pewną bojaźnią, ale nie zwalniałem kroku, bo chciałem jak najszybciej wyjść z doliny.

Nie jestem z cukru

Bywa i tak w górach, że deszcz pada całymi dniami, przez co ciężko zmusić się do wędrówki. Znam na to tylko jedną radę: powiedzieć sobie „przecież z cukru nie jesteś, nie rozpuścisz się” i wyjść na szlak. Tak też zrobiłem kolejnego dnia w Tatrach, kiedy chciałem przekonać się, czy da się wejść na Ornak.

Grześ na kacu

Grześ i Rakoń – proste szczyty, od których powinieneś rozpocząć przygodę w Tatrach. Zdanie jest to tak długo prawdziwe, dopóki masz do czynienia ze sprzyjającą pogodą, przetartym szlakiem i stosunkowo niezłym samopoczuciem. Zupełnie inną bajkę obejrzysz, gdy TOPR ogłosi lawinową 3-kę, przed tobą nikt tego dnia nie wyszedł na szlak, a ty dałeś się ponieść schroniskowej integracji w dniu poprzednim, przez co nie jesteś ani wyspany, ani wypoczęty.

Spacer na Polanę Chochołowską

Ruszyłem w Tatry zaraz po obniżeniu stopnia lawinowego z 4 do 3. Ze Szczawnicy dostałem się do Krościenka nad Dunajcem, a stamtąd miałem bezpośrednie połączenie do Zakopanego. Jeszcze przed południem wysiadłem na nowym dworcu PKS i niemal z marszu skorzystałem z busa jadącego na Siwą Polanę.

W Pienińskim Parku Narodowym

U podnóża Pienin stałem już rok wcześniej, gdy w Czorsztynie kończyliśmy swoją wędrówkę po Gorcach. Wiedziałem, że wrócę je przejść, choć nie spodziewałem się, że nastąpi to zaledwie kilka miesięcy później. Na wędrówkę wybrałem klasyczny szlak przez Sokolicę i Trzy Korony usytuowany w samym sercu Pienińskiego Parku Narodowego.