Wataha w podróży. Himalaje na czterech łapach

Wataha w podróży. Himalaje na czterech łapach

Książka Wataha w podróży. Himalaje na czterech łapach szczerze mówiąc rozczarowała mnie. Myślałem, że będzie to książka o podróży, a podróży jest w niej niewiele. Ale może zacznę od początku.

Daleka podróż z psem

Wataha w podróży. Himalaje na czterech łapach to opowieść o dwumiesięcznej pieszej wędrówce przez Himalaje Garhwalu, ale też o Indiach oglądanych oczami właścicieli czworonoga. Indiach, które z tej perspektywy wyglądają zupełnie inaczej…

Podróż z psem. Koncepcja wydaje się super, ale czytając kolejne przygody Watahy odniosłem wrażenie, że autorzy przegięli, nie byli na to gotowi i mieli dużo szczęścia, że psu nic się nie stało. Większość dramatycznych sytuacji wokół Diuny oceniłem prosto – komuś zabrakło wyobraźni. Jedno to miłość do zwierzęcia i przekonanie, że nie można go ot tak zostawić samego, a drugie to branie go do zatłoczonej, gęsto zabudowanej metropolii lub puszczanie samopas w bliskości zwierząt hodowlanych.

O samej podróży w książce jest niewiele. Pojawiają się miasta, miejsca i ludzie, ale jest to na tyle zdawkowe, że trudno mi powiedzieć, jakie są Himalaje Garhwalu. Opisy są miałkie, zwyczajne, mało literackie, przez co góry nie zachwycają. Wydają się pasmem jak każde inne, a wierzę, że tak nie jest.

Co więcej, irytowały mnie powtarzające się śmieciowe wątki, np. o szukaniu transportu dla psa Diuny i o pieniądzach w podróży. Pozycja i tak jest krótka, a takie fragmenty wydały mi się słabym zabiegiem poszerzenia książki.

Dobrze, że autorzy przytoczyli wiele ciekawostek, które stanowią dużą atrakcję relacji. Podobnie jak fotografie, stosunkowo dobre i liczne.

Henglisz po polsku

Książka napisana jest prostym językiem. Jasne, od literatury podróżniczej nie oczekuję nie wiadomo jakiej literackości, ale ciągłe mieszanie w dialogach języka polskiego i angielskiego to słaby zabieg. Wyśmiewany przez autorów „henglisz” dopadł w jakimś polsko-angielskim wydaniu ich samych.

Rozbieranie ze słów

Podróży zazdroszczę, ale ogólnie uważam książkę za mocno przeciętną. Rozumiem, że w środowisku podróżniczym publikacja jest doceniana, bo nieczęsto ktoś wybiera się w Himalaje z psem. Szkoda, że z niej samej co rusz dowiadujemy się, że to nie było przemyślane i podróżujący mieli po prostu sporo szczęścia.

Co więcej, czymś innym jest podróż, a czymś innym napisanie dobrej książki o tym. Wataha w podróży. Himalaje na czterech łapach nie jest złą pozycją, ale nie porwała i nie zaciekawiła mnie, jakby zabrakło w niej kolorów.

Dodaj komentarz