Paktofonika

Paktofoniki nie słuchałem długo. Nie słuchałem po wydaniu Kinematografii, po samobójstwie Łuszcza, po wypuszczeniu drugiego krążka i długo jeszcze po rozwiązaniu zespołu. Nie był to opór, ale brak zainteresowania rapem. Nie pamiętam, kiedy nastąpił przełom i co go sprawiło. Mogę jedynie określić, że stało się to kilka lat temu.

Paktofonika to trzy dobre głosy i wiele mądrych rymów. Wystarczająco dużo, bym od czasu do czasu odpalił jej nagrania. Bez niej znacznie dłużej docierałbym do rapu. Do kawałków katowiczan mam zatem spory sentyment, nad którym zdecydowanie góruje przyjemność z ich słuchania.