Wokół Malinowa

To była nasza ostatnia wędrówka w Beskidzie Śląskim. W celu zaoszczędzenia czasu i sił wjechaliśmy na Skrzyczne kolejką (15 zł ze Szczyrku). Na szczycie było bezwietrznie i absolutnie biało. Śnieg, który padał w poprzednich dniach dochodził do 60-70 centymetrów, a chmury ograniczały widoczność na 20-30 metrów.

Z przełęczy na przełęcz

Tego dnia całą drogę przecieraliśmy szlak. Tak to już jest z mniej popularnymi szlakami zimą. Na Przełęcz Salmopolską podeszliśmy żółtym szlakiem ze Szczyrku-Salmopola. Zobaczyliśmy stojący tam biały krzyż i ruszyliśmy dalej czerwonymi znakami w stronę Kotarza i Przełęczy Karkoszczonka.

Na Skrzyczne

Do wejścia na Skrzyczne nie zniechęcił nas silny wiatr i minus 13 stopni. Wjechanie na szczyt kolejką nie wchodziło w grę, to kompletnie nie dla nas. Nie po to są góry.

Ruszyliśmy na szlak i zorientowaliśmy się, że każda otwarta przestrzeń będzie zasypana śniegiem. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Trud włożony w przecieranie drogi rekompensowały widoki na północny Beskid Śląski.

Sanktuarium Matki Bożej Królowej Polski w Szczyrku

Nieco nad Szczyrkiem usytuowane jest Sanktuarium Matki Bożej Królowej Polski. Mała, niepozorna budowla z zewnątrz ma urzekające wnętrze. A ponieważ udało nam się być w świątyni krótko po Bożym Narodzeniu, mogliśmy podziwiać piękną betlejemską szopkę.

Wokół Magury

Magura była kolejnym naszym celem w Beskidzie Śląskim. Wznosi się na wysokość podobną do Klimczoka, ma 1109 m n.p.m. Pozbawiona kopuły jest nieco mniej charakterystyczna od swojego sąsiada.

Na Klimczok i Błatnią

Z Szyndzielni na Klimczok to ledwie rzut kamieniem… latem. Zimą droga zabiera o połowę czasu więcej aniżeli przewidują oznaczenia. Przynajmniej połowę. Tam gdzie znak wskazuje 30 minut, lepiej liczyć 50. Trzeba o tym pamiętać planując trasę.